Koan o oczach

2019-04-13
Koan o oczach

Ziemia pachniała wilgocią w odcieniach szarości. Całym ciałem, na plecach przylegał do mokrego podłoża.

Ziemia, trawa, kamienie różnej wielkości – wszystko to czuł pod swoimi plecami, rękami, nogami, głową.

Oddychał szybko jak po długim biegu. Nie wiedział już właściwie czy ciało jest nagie i czuje wszystko bezpośrednio na skórze, czy ubranie stopiło się z podłożem.

Ramiona, nogi rozłożone szeroko w bok pozwalały oddychać całym sobą, a było naprawdę trudno.

Serce biło tak szybko jak tlen próbował dostać się do każdego zakamarka. Patrzył przed siebie. Patrzył niebu w oczy. Ziemia dawała cudowne oparcie a oczy odbijały chmury, promienie światła, igraszki powietrza.

Teraz powoli wszystko sobie przypominał, padał deszcz, wielkie krople spadały na twarz, brzuch, nogi, był na skraju, pachniało wilgocią i prawdą.

Niebieskie niebo w przeciągu godziny zakryło się wielkimi szarościami. Chłonął tę wodę, spragniony śmiertelnie.

Gdy się przebudził, chmury odpływały a przestrzeń przywitała go błękitnym uśmiechem. Błysk w oku, hałas przyrody sprowokował śmiech, śmiech w głos, ciało drżało …

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2019 Masters of mental
Agencja iArt