Koan o ciszy

2019-02-17
Koan o ciszy

Koan o ciszy

Rubasznym zabawom nie było końca.

Śmiali się, trzaskali naczyniami, wznosili toasty mocnym, męskim głosem. Historie jedna za drugą

- ja byłem tu

- a ja tam

- ja widziałem to

- ja tamto

- a ty czy wiesz

- tak wiedziałem

Wszystkie historie ociekały tłuszczem i winem po brodach rozmówców.

Przy stole siedział też wyróżniający się mężczyzna. Był inny wyglądem, drobny, bez brody, bez włosów, jasna cera i niebieskie oczy.

Pozostali kędzierzawi, brodaci, ciemnoocy.

Wydawał się przezroczysty, ale kiedy oczy rubasznego spotykały się z jego oczami było widać szacunek, zamyślenie, „co on o mnie myśli”, „czy jestem dla niego ważny” …

Z boku wyglądało to spotkanie tak, jakby nikt sobie nie przeszkadzał a energia zabawy mieszała się z energią zrozumienia

Gdy powoli historie i pomysły kędzierzawych wyczerpywały się , zmęczenie wkradało się między nimi, jeden wstał i oznajmił:

- na dziś wystarczy, czas na odpoczynek

Wszyscy jednocześnie wstali i poszli na górę.

Został tylko on, cichy, milczący jak dotąd. Jakby się modlił, albo zbierał pozostawione szczegóły rubasznych historii, by nic nie umknęło. Uśmiech i ciepłe spojrzenie były przy zastawionym bałaganem stole.

Teraz trwała cisza.

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2019 Masters of mental
Agencja iArt