Koan o ...

2019-02-16
Koan o ...

I taj wydawało się, że już wszystko idzie tak jak powinno być, wszystko poukładało się ostatecznie, droga wytyczona, wystarczy tylko iść. Iść przed siebie.

No to idzie.

Idzie.

I idzie.

I jakby taka pustka wewnętrzna, taki przejmujący, wewnętrzny ból.

W sumie niezbyt dotkliwy, nieodczuwalny zewnętrznie. Ale powodujący przejmującą pustkę istnienia i sensu codzienności.

Ścieżka prowadziła na szczyt. Samotna wyprawa w góry to planowane zadanie-marzenie od wielu miesięcy. Wcześniej tylko praca i praca i praca, rodzina, dom, oczekiwania. To był prezent na 40-te urodziny: samotna wyprawa w góry, poza sezonem, w dzień , w który prawdopodobnie nikogo nie spotka.

I tak było.

Na szlaku ani żywej duszy, w dodatku popsuła się pogoda, co chwilę padał deszcz, warunki nie sprzyjały turystom.

Warunki sprzyjały, by pobyć samemu ze sobą, by samotna wyprawa zamieniła się w dialog z najważniejszą osobą na świecie: samym sobą.

Zatem droga prowadziła do góry i dalej wędrował swoją ścieżką.

 

Na szczycie było schronisko, miało być schronisko..

Całą drogę szedł myśląc o sobie, o swoich ważnych sprawach, ale gdzieś z tyłu głowy kołotał ciepły posiłek, herbata, obecność innych.

I pomylił drogi.

Nie wiedział gdzie jest, ani gdzie dotarł, ani gdzie ma pójść, ani nie miał kogo o to zapytać

Taki prezent naszykował sobie na 40-te urodziny …

Wszelkie prawa zastrzeżone © 2019 Masters of mental
Agencja iArt